…jak mówił Brunner. Choć czasem chcielibyśmy ukryć swoje dłonie, szczególnie po intensywnej pracy w warsztacie. Tworzenie noży to dość brudna robota. Wytwarzamy duże ilości pyłów, opiłków i większych odpadów. Mamy również kontakt z różnego rodzaju chemią od zwykłej wody począwszy na rozpuszczalnikach, kwasach i żywicach kończąc. Tego wszystkiego dotykamy rękami. Dlatego ochrona dłoni obok ochrony dróg oddechowych i wzroku mają największe znaczenie. Szczególnie dlatego, że nie jesteśmy warsztatowymi stworami. Zdarza nam się wychodzić do ludzi i trudno potem tłumaczyć, że pożółkłe palce nie są oznaką sikania po dłoniach. Dla mnie ma to szczególne znaczenie, ponieważ muszę obsługiwać klientów w swojej podstawowej pracy. A, że jest to branża medyczna, to standard musi być wysoki. Dlatego od dawna stosuję rękawiczki ochronne, przetestowałem ich wiele rodzajów i chciałbym się podzielić moimi spostrzeżeniami o ich przydatności w trakcie tworzenia noży. Pokrótce opiszę rodzaje rękawiczek bez wymieniania producentów, ale w kolejności od najtańszych do najdroższych.

Na początek rękawiczki lateksowe. Według mnie są to najprzyjemniejsze w użyciu rękawiczki. Zapewniają największy komfort. Moje dłonie pocą się w nich najmniej. Bardzo miłe, ciepłe wrażenia dotykowe. Niestety są też najmniej trwałe, ale za to najbardziej elastyczne. Najlepiej też leżą na ręce. Podstawową wadą jest to, że nawet niewielkie uszkodzenie powoduje „reakcję łańcuchowa” i cała rękawiczka ulega rozerwaniu. Osobiście już ich nie stosuję. Nawet przy delikatnych pracach niewielkie uszkodzenie niszczy całą rękawiczkę.

Kolejne to rękawiczki winylowe. Najsztywniejsze z używanych przeze mnie. Ma to swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że są bardzo odporne na uszkodzenia. Podczas szlifowania przecierają się tylko otwory bez rozrywania całej rękawiczki. Mała elastyczność ma też wady. Albo palce będą bardzo ciasne, albo będziemy mieć worki na końcach palców – jednym słowem trzeba precyzyjnie dobierać rozmiar. Dlatego właśnie nie lubię ich stosować przy klejeniu rękojeści, bo niedopasowane nie zapewniają odpowiedniej precyzji, a to powoduje przypadkowe zabrudzenia żywicą. Luźne końcówki rękawiczek często lubią się dostawać w nieodpowiednie miejsca, np. potrafią utknąć między okładziną a blankiem, wkręcić się pod ścisk lub imadło. Szczególnie odradzam stosowanie ich w nieogrzewanych warsztatach przy niskich temperaturach. Robią się sztywne i „kruche”.

Następne w kolejności to rękawiczki nitrylowe niebieskie. Równie trwałe co winyle, ale znacznie bardziej elastyczne. Niestety czasem zdarza się zerwanie całej rękawiczki jak przy lateksach, ale tylko przy ciasnym dopasowaniu. Dobrze dopasowują się do kształtu dłoni, może nie tak przyjemne jak lateksy, ale dużo lepsze niż winylowe. Trzeba tylko wiedzieć, że rękawiczki różnych producentów potrafią różnić się grubością. Warto więc popróbować i wybrać dla siebie najodpowiedniejsze.

Najdroższe z używanych przeze mnie rękawiczek to czarne nitryle. Są najmocniejsze ze wszystkich wymienionych wcześniej. Używam ich tylko do ręcznego wykańczania i podczas wiercenia otworów. Robię tak ze względów finansowych. Przy pracy na szlifierce zużywają cię równie szybko jak winyle czy niebieskie nitryle. Kontakt z pasem ściernym dziurawi je skutecznie. Natomiast przy pracach ręcznych, czy wierceniu wytrzymują co najmniej dwa razy tyle co niebieskie nitryle lub winyle.

Zachęcam do używania rękawiczek, bo ręce i zdrowie mamy jedne. O dłonie warto dbać. Pracując przy nożach mamy kontakt z agresywną chemią, wiele gatunków drewna egzotycznego zawiera toksyny wchłaniające się przez skórę, do tego różne pyły wcierające się w skórę. Myślę że wydanie paru złotych na jakikolwiek rodzaj ochrony zdrowia to zawsze sensowna inwestycja. Wiem, że ręce, szczególnie nie przyzwyczajone, pocą się w rękawiczkach intensywniej, ale to niewielka cena, za zdrowe i estetyczne dłonie. Na końcu naszej pracy zwykle jest uścisk dłoni klienta, niech tak jak nasze wyroby pozostawi dobre wrażenie. Mimo, że brudne ręce są świadectwem „czystych” pieniędzy, to jednak, cytując kolejnego klasyka: „koń roboczy nie musi być uwalony gównem, żeby był roboczy”. Niech o naszej ciężkiej pracy świadczą jej efekty, a nie brudne łapy.